Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Źle się dzieje w hrabstwie de Lenne

         Posłuchaj...

Źle się dzieje w hrabstwie de Lenne

- Ostry wiatr wieje; przejmujące zimno* - oznajmił Rysiu, stojąc na szczycie zamkowej wieży. Wokół była tylko cisza i ciemność. I mróz. - Jak tam, Horacy? - zwrócił się do towarzysza.
- Dobrze, pokornie dziękuję waćpannie - odmruknął tamten. Splunął i roztarł zziębnięte ręce.
Obaj zostali obarczeni misją wypatrywania carskiej armii, w niepozbawionym słuszności mniemaniu, że do niczego innego się nie przydadzą. Rysiu zapewne miałby pewne obiekcje, gdyby zdawał sobie sprawę, że przyjdzie mu sterczeć pół nocy na smaganej wiatrem wieży. Teraz już jednak nie wypadało się wycofać.
Odwrócił się od murku dzielącego go od mroku nocy i zerknął na Horacego, siedzącego na ziemi po przeciwnej stronie. Aktor, jak zwykle, demonstrował wzgardliwą obojętność wobec tego, co działo się wokół niego. Rysiu zastanawiał się nieraz, na ile ta postawa była udawana.
Woźnica wzdrygnął się, czując kolejny lodowaty powiew. Rzucił okiem w ciemność, która na razie chyba nie miała zamiaru stawać się carskim wojskiem i zdecydowanie usiadł koło Horacego. Stracił w ten sposób widoczność na cokolwiek, co nie było niebem, ale zyskał ochronę przed wiatrem.
- Muszę się czegoś napić - oświadczył,, wyciągając butelkę, jak to określił, „czegoś na rozgrzanie”. - Bom zziąbł i głupio mi na sercu.
Horacy obrzucił go krótkim, beznamiętnym spojrzeniem i znów wbił wzrok w ziemię.
- Nauczysz się tu pić tęgo - skwitował. - Zwłaszcza z naszymi braćmi, Rosjanami. Jak to zdobyłeś?
- Wrodzony spryt i urok osobisty - odrzekł Rysiu. - Masz, napij się trochę. Nie mam ochoty znosić stąd twojego zamarzniętego trupa. Piekielnie tu mroźno.
- To po coś nas zgłaszał do tej warty? - zapytał Horacy, pociągając łyka.
- Skłonność do próżniackiego życia, mości książę. Oni, tam w dole, w kółko ganiają, dozbrajają zamek, a my sobie spokojnie siedzimy.
- W rześkim powietrzu, owiewani delikatnym zefirkiem - uzupełnił zgryźliwie aktor. - Sama przyjemność.
Na takie dictum Rysiu nie potrafił znaleźć właściwej riposty. Po prostu w tamtej chwili wydawało mu się to dobrym pomysłem. Teraz zaś, jak to zwykle w takich przypadkach bywa, przeklinał go w myślach.
Odetchnął.
- Już powietrze ranne czuć mi się daje - powiedział z nadzieją.
- Wmawiaj to sobie dalej - poradził mu Horacy.
Zamilkli na dobre; przy tej temperaturze Rysiu nie czuł się na siłach, by podtrzymywać inteligentną konwersację. Wszelkie tematy wyczerpali już dobre dwie godziny temu, a Horacy nie należał do ludzi, którzy mogliby bez przerwy paplać o niczym.
Rysiu przyjrzał się butelce. Mógł pomyśleć i wziąć więcej. Zamkowe piwnice były przyzwoicie wyposażone, co dobrze świadczyło o podtrzymywaniu tradycji przez arystokrację. Ale jakoś nie przyszło mu to do głowy, poza tym nie chciał okazywać łakomstwa. Teraz przyszło mu zapłacić za niewczesne umiarkowanie: ta jedna butelka musiała im starczyć do rana.
Ile już tu mogli siedzieć? Rysiu nazwałby ten czas wiecznością, ale wzbraniał się przed banałami. Zaraz, pierwszą wartę zluzowali około drugiej... Teraz już zdawał się zbliżać świt.
Wyciągnął szyję, bezskutecznie próbując dojrzeć horyzont i nie wystawiać się na podmuchy Boreasza. Horacy bez trudu rozszyfrował jego myśli, bo powiedział:
- Nic z tego; ręczę, że nie przyjdzie.
- Przyjdzie niezawodnie - odparł woźnica ze smętnym przekonaniem.
- Tak uważasz?
- Czyż się zdarzyło kiedy, rad bym wiedzieć, aby tam, gdzie ja powiedziałem: tak jest, w istocie było inaczej?
- No, skoro pytasz...
- Dziękuję, nie musisz odpowiadać - wpadł mu w słowo Rysiu. - Po prostu ostatnio mam dziwne napady jasnowidzenia.
- Zauważyłem - przyznał Horacy. - Imponujące. Jeżeli tylko ten mózg nie zszedł na bok z drogi trafności, którą zwykł był kroczyć...
- O, wypraszam sobie! - obruszył się Rysiu. - Szalony jestem tylko przy wietrze południowo-zachodnim; kiedy ze wschodu wieje, umiem odróżnić orła od indyka przeznaczonego na zarżnięcie.
- Gdybyś to ty był Pytią, świątynia w Delfach zaoszczędziłaby na oparach - ocenił aktor.
- Mam na myśli - ciągnął Rysiu, - że nie wierzę w litościwą łaskę cara.
- Objaśniasz, mości książę, tak dobrze, jak chór starożytny.
- Z serca dziękuję waćpanu.
- Ale z drugiej strony - zauważył Horacy, - idą zagarnąć marny kęs ziemi, z którego krom sławy żaden im inny nie przyjdzie pożytek. Wartoż tracić parę tysięcy dusz i dziesięć razy tyle dukatów za taki psi ogon? Na miejscu siedząc lepiej by wyszli, tak pod względem sławy, jak korzyści. To byłby numer - dodał ze złośliwym błyskiem w oku, - gdyby te wszystkie przygotowania okazały się niepotrzebne.
- Nie liczyłbym na to. Nie zapominaj, że oni próbowali zabić cara.
- I już wkrótce każdy z nas będzie na kolacji, nie tam, gdzie on je, ale gdzie jego będą jedli - dokończył aktor. - Odkąd to jesteś takim czarnowidzem, Rysiu?
Woźnica ponuro spojrzał na resztkę życiodajnego płynu, która jeszcze pozostała w butelce. Przemyślał zarzut.
- Odkąd siedzę na wieży w zimną noc i oczekuję na przyjście carskiej armii. Wstań, Horacy, i rzuć okiem, czy przypadkiem nie idzie.
- Czemu ja? - zaprotestował tamten. - To ty nas w to wpakowałeś.
- Ale to ja zadbałem o coś do picia. Zresztą teraz twoja kolej. Odkąd tu weszliśmy, cały czas tak siedzisz i gapisz się na te nieszczęsne kamienie.
- Dziękuję, posiedzę jeszcze trochę.
Rysia zdziwiła ledwie wyczuwalna nuta w głosie towarzysza, której jeszcze nigdy u niego nie słyszał. Spojrzał na niego bystro.
- Hola, Horacy! Co się dzieje? Pobladłeś, drżysz cały.
- Zdaje ci się.
- Wcale nie, mój drogi - zaprzeczył Rysiu. - Jesteś, że się tak wyrażę, wprost zgalarecony przerażeniem. I, jak teraz o tym myślę, to jakoś dziwnie się słaniałeś, kiedy tu wchodziliśmy. I jakoś dziwnie kurczowo się mnie trzymałeś...
- Bredzisz - oświadczył Horacy, mniej niż zazwyczaj przekonująco.
Rysiu krył uśmiech. Być może warto było marznąć na tej wieży, żeby ujrzeć panikę w zazwyczaj pełnych drwiny oczach aktora. Prawdopodobnie nieładnie jest się cieszyć z cudzego nieszczęścia. Ale cóż, taka jest ludzka natura i nic się na to nie poradzi.
- Horacy, Horacy... Przyznaj się: masz lęk wysokości.
Chyba żaden bohater literacki romantyzmu nie przeżywał takiej walki wewnętrznej, jaka musiała toczyć się w Horacym. Rysiu obserwował go nie bez satysfakcji.
- Zwyczajnie nie lubię, kiedy moje stopy znajdują się w zbyt wielkiej odległości od solidnego gruntu - wyrzucił z siebie wyzywająco aktor.
- Oczywiście - odrzekł rozpromieniony Rysiu.
- I nie musisz tak szczerzyć zębów.
- Jasne.
- Nie ma o czym mówić.
- Nie pisnę ani słowa - zapewnił Rysiu. - Będę milczał jak grób.
- Jak armia przyjedzie, to nawet nie będziesz się musiał starać.
- Armia! - w jednej chwili Rysiu zerwał się na równe nogi, choć jego kości zgłosiły sprzeciw. Dopadł murku i wychylił się, nie zważając na syk Horacego.
Ciemność rozproszyła się nieco. Przed nim roztaczała się panorama, w przeważającej większości składająca się z nieprzeliczonej ilości drzewnych koron, miejscami odsłaniających kawałek ziemi. Na horyzoncie jednak krajobraz zdał się ożywać i poruszać w stronę zamku.
Rysiu wytężył wzrok. Ze zgrozą dostrzegł sporą ilość ludzi, ubranych w jednakowe barwy, maszerujących w szyku i niosących przedmioty, które nawet z tej odległości przekazywały do umysłu patrzącego słowo „broń”.
- Przebóg! - zakrzyknął Rysiu. - Nie zawiodły mnie przeczucia moje! Idą tutaj.
Horacy wstał ostrożnie. Wyjrzał w kierunku wskazywanym przez woźnicę, zachwiał lekko i błyskawicznie przeniósł wzrok na niebo nad sobą.
- Moja zaś rada, abyśmy niezwłocznie o tym, czegośmy tu świadkami byli, uwiadomili pana hrabiego - powiedział. - I zeszli wreszcie z tej przeklętej wieży.

___
* Wszelkie cytaty z "Hamleta" i ich parafrazy wg tłumaczenia Józefa Paszkowskiego.


de-lenne 9.05.2009, 11:24 [Powrót] komentuj


Wiecie co, daliście mi do myślenia. Postanowiłam dorzucić gwiazdkę.

Deszczu, nie czuj się głupia tylko dlatego, że zachciało mi się zaszpanować ;] Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy sama bym się domyśliła...
Andune 11.05.2009, 18:03
brak www IP: 149.156.208.47

*czuje się głupia*

Jak chcesz :P Hamleta czytałam daawno temu, i tylko tytuł opka mi się z nim skojarzył - reszta ni w ząb :/ Słaba pamięć, najwidoczniej...
Deszcza 11.05.2009, 15:01
brak www IP: 77.113.241.92

Ale chyba nie będę niczego zmieniać. To będzie rozdział dla wtajemniczonych :P

Swoją drogą, macie okazję nadrobić zaległości, jeśli chodzi o klasykę literatury ^^
Andune 10.05.2009, 21:46
brak www IP: 188.33.2.69

*uśmiecha się przepraszająco* Wydawało mi się, że to raczej jasne... Tytuł i pierwsze zdanie to chyba ogólnie znane cytaty. Albo ten o wietrze, cokolwiek przeze mnie zmieniony.
Andune 10.05.2009, 21:30
brak www IP: 188.33.2.69

Właśnie miałem o tym miałem napisać. Nie wszyscy tu czytali Hamleta! Bez tej wiedzy dialogi te czytało się strasznie, wybacz!
Ądrasz 9.05.2009, 16:19
brak www IP: 81.210.63.234

Ach, dziękuję za taki miły, sobotni prezent! :D Bojaźnie Horacego - bezcenne ^^

Jedyna uwaga moja jest taka, że warto by było w którymś ze zdań opowiadania dać znać czytelnikowi, iż aktorzy "bawią się" Szekspirem. Ja wpadłam na to dopiero po przeczytaniu komentarzy ;P
Deszcza 9.05.2009, 13:10
brak www IP: 83.25.115.110

Łaaaaał!! :)
Ądrasz 9.05.2009, 12:35
brak www IP: 81.210.63.234

Wszelkie cytaty z "Hamleta" i ich parafrazy wg tłumaczenia Józefa Paszkowskiego, które można znaleźć tutaj:

http://pl.wikisource.org/wiki/Hamlet

Swoją drogą, niektóre fragmenty naprawdę pasują nam do fabuły, jak choćby scena czwarta aktu czwartego czy taki oto cytat:

"Aleksander umarł, Aleksander został pogrzebiony, Aleksander w proch się obrócił (...)"
Andune 9.05.2009, 11:37
brak www IP: 94.254.128.224