Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Ksiądz w lesie

         Posłuchaj...

Ksiądz w lesie

Nataniel oparł się ciężko o pień dębu.
Jego wdzięczność dla Rosjanina, który kazał go wypuścić, już dawno rozcieńczyła się w porannej rosie. Nawet gdy zaczęło świtać nie znalazł drogi - jedynie lepiej widział otaczające go zewsząd drzewa.
Zgubił się.
Zastanawiał się, co się stało z resztą. Wyszli z lasu czy także wciąż błądzą? Byleby im się udało. Żeby tylko nie wyrzucili Weroniki z klasztoru. Mniejsza o niego - jego najwyżej przeniosą do innej parafii. Ważne, że dzięki niemu tamci mieli szansę ucieczki.
Jakiś nieznany mu ptak, nie wykazując ani cienia empatii ni wyczucia dramatyzmu, zaćwierkał radośnie.
Ironia losu - to określenie zupełnie nieźle oddawało całą tę sytuację.
Gdy to pomyślał, usłyszał czyjeś kroki. Z nadzieją wyjrzał spomiędzy gałązek bliżej nieokreślonego krzewu, by ujrzeć idącą z koszykiem jedną ze swych parafianek. Już chciał poprosić ją o pomoc, gdy usłużny cichy głosik w umyśle nakreślił mu wszystkie szczegóły tej sytuacji:
Brudny, obszarpany, nieogolony ksiądz z nogą obwiązaną powalaną krwią szmatą o świcie, w środku lasu zagaduje samotną kobietę i pyta o drogę do klasztoru, w którym notabene powinien był spędzić całą noc.
Miał wrażenie, że los zaczął być wręcz sarkastyczny.
Nieustępliwy głosik roztaczał przed nim kolejną wizję, jak po kilkugodzinnym błąkaniu się po lesie defiluje przez centrum miasta w porze największego ruchu.
Zerknął niepewnie na kobietę. Pochylała się, zrywając jagody. Lada chwila wyprostuje się i go zauważy. Głosik kontynuował swe dzieło, rozważając, co będą opowiadać miejscowe przekupki o księdzu podglądającym przedstawicielkę płci przeciwnej zza krzaka. Nie można być kapłanem w małomiasteczkowej parafii i nie wiedzieć, z jaką prędkością rozwija się plotka.
Zaczęła w nim narastać chęć popełnienia grzechu przeciw drugiemu przykazaniu.
Absurd.
Niepewnie wyszedł zza osłony gałęzi. Wziął głęboki oddech i chrząknął.
- Przepraszam bardzo...
Kobieta gwałtownie podniosła głowę i rozejrzała się. Miała może trzydzieści lat. Chyba ją kiedyś widział w kościele z mężem i dziećmi...
Spojrzała na niego z przerażeniem. Nic dziwnego, musiał wyglądać na jakiegoś włóczęgę. Pewnie trudno rozpoznać w nim księdza.
Otwarła usta. Przez chwilę wydawało się, że ucieknie albo zacznie krzyczeć. Wreszcie odezwała się cichym głosem:
- Szczęść Boże...
Niech to...
- Cóż... Zostaliśmy... Zostałem porwany przez rosyjską armię... Udało mi się jakoś wydostać i... - tłumaczył się coraz mniej pewnie. W świetle dnia nocne przejścia wypadały niezbyt prawdopodobnie. Uprzejme milczenie tamtej tym bardziej zbijało go z tropu. Co ona sobie może pomyśleć?
- Słowem... - ciągnął desperacko. - Słowem... Czy mogłaby mi pani wskazać drogę do miasta? - wyrzucił wreszcie z siebie.
Zapadła cisza. Wreszcie, nie odrywając od niego uważnego wzroku, wskazała ręką kierunek.
- Tamtędy dojdzie ksiądz do ścieżki - powiedziała.
- Dziękuję... Bardzo dziękuję - odparł z ulgą.

Jakoś nigdy nie zwrócił uwagi, że kostka brukowa może być tak ciekawa. Że też można dopasować tak nieregularne kształty! Zapewne mogło do to doprowadzić do wysnucia bardzo mądrych rozważań filozoficznych o sensie ogólnym. Lecz obecnie najbardziej interesowało go to, że nie musi patrzeć w oczy innym przechodniom.
W końcu zapomną.
Nie, nieprawda. Ludzie mają irytującą skłonność do zapamiętywania akurat tego, co chciałbyś pogrzebać w najdalszym zakątku umysłu i zastawić wejście głazem.
No to może chociaż nie wymyślą nic strasznego. Historia o niesieniu pomocy jednemu z bliźnich brzmi nieźle.
Prawda?
Starał się nie zwracać uwagi na szepty za nim. „Ignoruj ich, to się znudzą” - tak mu nieraz radzili. Nigdy nie zauważył, żeby to działało.
Wreszcie przestąpił bramę klasztoru uniósł wzrok i...
- Jak ksiądz wygląda?!
Gdyby jakaś diwa operowa usłyszała teraz Juicydę, z całą pewnością zzieleniałaby z zazdrości. Ten głos mógłby zubożyć teatr o kilka żyrandoli. Ten głos wwiercał się w uszy.
Myśli Nataniela pędziły opętańczo. Co powiedzieć? „Pomagałem choremu, a potem zgubiłem się w lesie”? A dziewczęta? Wróciły bezpiecznie? Wpadły w ręce Juicydy czy nie? A jeśli tak, to co jej powiedziały?
- I gdzie ksiądz w ogóle się podziewał?! - natarczywie kontynuowała przesłuchanie matka przełożona.
Wbrew cichym acz rozpaczliwym nadziejom księdza ściany nie zawierały najmniejszej wskazówki. Czuł się jak uczniak przyłapany na gorącym uczynku. Tyle że za nic nie mógł zrozumieć, czym zawinił.
No to chyba trzeba będzie...
W tym momencie, niczym niebiański posłaniec, zjawił się Manolito z pytaniem:
- I jak? Pomógł ksiądz temu choremu w lesie?
Nataniel błogosławił go i już chciał obiecać dozgonną wdzięczność, kiedy przypomniał sobie, czyje książki wpakowały go w tę całą kabałę. Zatem nie dozgonna wdzięczność. Można uznać, że Manolo spłacił część swego długu.
Ale na razie trzeba pozbyć się Juicydy. Odpowiedział więc:
- Owszem, na szczęście przeżył. Paskudny przypadek, i to w takiej gęstwinie.
- Dobrze, że znalazł się ktoś, kto księdza wezwał - wygłosił swoją kwestię Manolo.
- Niewiarygodny traf - popisał się aktorską wirtuozerią Nataniel.
Juicyda przyglądała się na zmianę to jednemu, to drugiemu bohaterowi scenki. Chyba przypuszczała, że bawią się jej kosztem, ale nie potrafiła znaleźć odpowiednich podstaw do oskarżenia. Ich wersja brzmiała całkiem wiarygodnie.
- No... Dobrze - stwierdziła wreszcie. - Lepiej niech ksiądz idzie się przebrać nim ktoś księdza zobaczy - dodała, nie uświadamiając sobie bądź nie chcąc sobie uświadomić, ilu ludzi musiało go ujrzeć, gdy szedł przez rynek. Ponownie zmierzyła ich uważnym spojrzeniem i odeszła.
Nataniel zerknął na młodego księdza i rzekł:
- Powinienem księdzu podziękować. - Zastanowił się, czy tamten wychwyci subtelną różnicę między „powinienem” a „chcę”.
- Ależ nie ma za co - odparł Manolo nonszalanckim tonem kogoś, kto jednak nie ma nic przeciwko takim bezzasadnym podziękowaniom. Nataniel westchnął.
- Mimo to dziękuję - brnął w kurtuazję.
Manolito tymczasem był przejęty innym zagadnieniem.
- Wie ksiądz - zaczął, nie bacząc na to, że jego rozmówca wprost leci z nóg, jest utytłany w błocie i krwi i marzy tylko o tym, żeby się położyć. - Uznałem, że czasem kłamstwo może być usprawiedliwione. Uważam, że nie można sztywno przestrzegać wszystkich reguł. Czasem takie kłamstwo może uczynić więcej dobrego niż prawda. Jestem pewien, że Bóg nie policzy mi tego za grzech. Matka przełożona...
- Tak, tak - niecierpliwie przynaglił go Nataniel. Wizja powrotu do własnej celi stawała się bardzo kusząca.
- Zresztą nawet jeśli... - Manolo był pogrążony we własnym świecie.
- A wie ksiądz, co jest najlepsze? - przerwał mu słodko Nataniel.
- Co?
- Że to nie było kłamstwo - oznajmił dobitnie i odszedł, pozostawiając kolegę ze strzępami szlachetnej teorii.


de-lenne 21.12.2008, 21:15 [Powrót] komentuj


E tam, to jak w Modzie na Sukces. Tylko tam jest na odwrót - jeden rok trwa jeden dzień ;) Z Manola wychodzi trochę takie ciele-mele jak z Tristana, nie uważacie? Super, że zdobyłaś się na wenę tfurczą, bo bez ciebie ten blog by umarł ;)
Deszcza 22.12.2008, 18:11
brak www IP: 83.4.16.152

Uświadomiłam sobie, że spieszenie na pomoc Nikicie opisywaliśmy jakiś rok temu, więc chyba najwyższy czas, żeby Nataniel wrócił do klasztoru...
Andune 21.12.2008, 21:31
brak www IP: 77.253.185.172